Paweł miał być leśnikiem, został garncarzem
W przypadku Pawła trudno mówić o tym, że od dziecka marzył o pracy z gliną. Do pewnego momentu w ogóle o tym nie myślał, zdobył wykształcenie w innym zawodzie.
– Z wykształcenia jestem leśnikiem. Ale nigdy nie pracowałem w zawodzie. Mam w karierze i kilkuletnią pracę w gospodarstwie rodziców, i prowadzenie trzech sklepów. Potem wybudowałem dom tutaj. Kiedy zostałem sam, zostałem też bez pracy. Szukałem czegokolwiek. Znałem się na ciesiółce, więc zapukałem do skansenu Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie. Od pani dyrektor usłyszałem: "Nie, żaden cieśla, tylko garncarz pan będzie". Bo podczas pokazów o ginących zawodach wśród tkających kobiet brakowało im faceta z bosą nogą na kole. I tak zostałem garncarzem mimo woli – opowiada swoją historię.
Ten przypadek na zawsze odmienił życie Pawła. Coraz bardziej interesował się tajnikami garncarstwa. Brał nawet udział w międzynarodowych sympozjach garncarskich.
Marta zakochała się w Kamionku i w glinie
Marta dołączyła do Pawła w 2004 roku, ale na stałe zamieszkała w Kamionku 4 lata później. Postanowili, że poświęcą się garncarstwu. Jednak ich gospodarstwo nie jest typową pracownią rękodzielniczą, której wyroby można kupić. Zostało pomyślane jako miejsce edukacji.
– Jesteśmy dość nietypową pracownią. Od samego początku pomysłem biznesowym nie było sprzedawanie naczyń. Ewentualnie przy okazji albo przy większych zamówieniach. Zakładaliśmy, że będą się u nas odbywać przede wszystkim warsztaty. Naszą domeną jest edukacja - mówią sami o sobie.
Jak historia wpływa na to, co robią Marta i Paweł?
Marta i Paweł nie tylko uczą innych o tajnikach garncarstwa, ale także stale dokształcają się sami. Paweł jest pasjonatem archeologii doświadczalnej, zgłębia historię garncarstwa i dawne metody pracy z gliną. Jednak jest sceptyczny wobec nauki z podręczników.
- W książkach profesorowie pisali o garnkach teoretycznie. Jakoś mi się to nie pokrywało z moim doświadczeniem. Tak bywa z tą naukową literaturą, że często powiela się się to, co napisano dziesiątki lat wcześniej, a niekoniecznie jest to zgodne z prawdą. Profesor pisał o tym, jak to robiono średniowieczną ceramikę. A ja siadałem do koła i nijak mi to nie wychodziło - opowiada.
Kto odwiedza pracownię w Kamionku?
Marta i Paweł nie mogą narzekać na brak zainteresowania. Przybywają do nich chętnie kolejni goście, żądni wiedzy i nowych wrażeń. Często są to osoby zmęczone miejskim pędem, pracą w korporacji, powtarzalnością.
Właściciele pracowni od jakiegoś czasu rozszerzyli swoją działalność także o organizację warsztatów ceramicznych w ramach projektów społecznych – dla osób starszych, osób z niepełnosprawnościami, w szkołach i przedszkolach. Nie ukrywają, że podczas przygotowywania takich wydarzeń sami również wiele się uczą. Tajniki pracy z gliną, które poznali, z pewnością zaskoczą niejednego: Marta i Paweł wiedzą między innymi, jak hartować ceramikę w żurze czy wypalać ją w piecu chlebowym. Sami także sezonują glinę i sprzedają ją innym pracowniom, w których wcześniej budowali piece.
W ceramice chodzi o przyjemność
– Przyjemność uczenia się historii. Pokazywania jej innym. Nabywania nowych umiejętności - mówi o swojej pasji Paweł. Jest w tym jednak coś jeszcze: nieustanny rozwój, ciągła inspiracja do dalszych działań.
– Ostatnio kupiłem na OLX XIX-wieczny miech. Jest miech, więc postanowiłem obudować go kuźnią. Jak się trochę znudzi jedno, można zacząć drugie. Pojawiły się żarna, a skoro żarna – to mąka, to naleśniki, to w końcu ceramiczna patelnia, na której można by je smażyć. I znów jest nowe wyzwanie. W każdym pomyśle tkwią zaczątki na trzy kolejne – twierdzi.
Więcej na temat Marty i Pawła oraz ich nietypowej pasji przeczytasz w Tygodniku Poradniku Rolniczym: Marta i Paweł z Kamionka Wielkiego zakochani w garncarstwie
Zuzanna Ćwiklińska
tekst oryginalny, foto: Karolina Kasperek